3/01/2012

# Sławianie są źródłem Białej Rasy.

    Otóż  najnowsze odkrycie przez genetyków polskiej haplogrupy R1a1a7 męskiego chromosomu Y- DNA  w listopadzie tego roku, otworzyło dyskusję nad naszym wspólnym pochodzeniem  z resztą Słowian. Okazało się bowiem,że Polacy zamieszkują swoją ziemię od zawsze, od 10 tyś. lat. Dotąd sądzono,że wszyscy Słowianie pochodzą od Indoeuropejczyków (haplogrupa R1a1) i przybyli  do Europy ze Wschodu a na ziemie polskie dotarli z  ziem środkowej Ukrainy w V wieku ne. Niemcy uważali ziemie między Odrą a Dniestrem za odwiecznie germańskie a Polaków za podludzi niższej rasy. Teraz może się okazać, że to  Ariowie pochodzą od Polaków jeśli uczeni odnajdą polską haplogrupę w śród Braminów indyjskich. Okaże się wtedy,że na podbój Wschodu wyruszyli z polskich ziem spod świętego dla nich miejsca na  Wawelu, gdzie mieści się ich czakram energetyczny. Wśród Polaków  indoeuropejska haplogrupa R1a1 występuje u 57% męskiej populacji i  z której to wyodrębniła się polska haplogrupa R1a1a7 ok. 11tyś lat temu i obecnie występuje u 35 % naszych rodaków. Ariowie podbili Indie w II tyś. pne. więc łatwo będzie można oddzielić ich haplotypy od wcześniejszych indoeuropejczyków. Ta haplogrupa u pozostałych Słowian występuje z mniejszym natężeniem a najmniejsze występuje między  Zbruczem  a  Wschodnią  Ukrainą, tylko koło Krymu i  Centralnej Rosji jest po ok.10%. Swiadczyć to może tylko o jednym, że Słowianie przybyli do Europy z Hunami jako Biali Hunowie i po rozbiciu Sarmatów i Alanów a później celtyckich Gotów  w IV w.ne opanowali tereny do Alp i Łaby. Słowianie stali się pogromcami Europy i z pozostałymi Hunami przyczynili się do zniszczenia Imperium Rzymskiego. Z badań wynika,że Goci nie byli germańskimi plemionami a wschodnimi Celtami, których część bawarska została zgermanizowana przez Germanów z  Północy Niemiec.
  Na obrazku poniżej procentowe występowanie haplogrupy  R1a1

 
Dawniej myślano, że Germanie to typowo skandynaweka nacja, która nie posiada znacznych dodatków  innych  narodowości. Okazuje się jednak, że Germanie powstali po zmieszaniu się autochtonów  skandynawskich ( I1a) z Indoeuropejczykami ( r1a1) i  Celtami ( r1b) w proporcji 40%-20%-40%. W Norwegii jest prawie po równo 28% R1a1 i R1b i 40% I1a. Z tego wniosek, że nie było żadnych większych ilości germańskich plemion na ziemiach polskich i w marszu na tereny Cesarstwa Rzymskiego. Polska nie została wyludniona po wyjściu Wandali i Alanów  w ilości 70tyś wojów + rodziny z ziem polsko-panońskich w sylwestra 406r. Dzisiaj w Polsce oprócz wymienionych wyżej haplogrup są jeszcze celtycka R1b(16%), wenedzka I2a(9%),skandynawska I1a(7%) i po kilka % E,J1,J2 i G. Ciekawe co przyniosą następne odkrycia genetyków i jakie jeszcze tajemnice skrywa nasza Europy  historia.
 
Z tego wynika,że od Łużyc po Wileńszczyznę,Grodzieńszczyznę i Zbrucz  wszyscyśmy  jedna Polaków rodzina.
 
 Czerwony- R1b,  żółty- R1a1, niebieski- N1c, seledyn-I1a, niebieski jaśniejszy-I2a, zielony-J2, zielony ciemny-J1, czarny-G,pomarańczowy- E1b

 http://polishgenes.blogspot.com/2009/11/r1a1a7-signal-of-slavic-expansions-from.html
 http://www.forumbiodiversity.com/showthread.php?p=4653
http://pastmist.wordpress.com/
 http://www.polskiekresy.info/portal/index.php
 http://www.stefanoff.pl/wladyslaw/historyczne_migawki/14.pdf
 http://www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/PTJ/b/b55_123-130a.pdf
http://translate.google.pl/translate?js=n&prev=_t&hl=pl&ie=UTF-8&layout=2&eotf=1&sl=en&tl=pl&u=http%3A%2F%2Fpolishgenes.blogspot.com%2F2009%2F11%2Fr1a1a7-signal-of-slavic-expansions-from.html

 http://www.konflikty.pl/a,2051,Sredniowiecze,Hunowie_i_ich_wplyw_na_uklad_sil_w_Europie.htm
 http://www.historiakurgany.republika.pl/apo_plik/Wandale.htm
 http://en.wikipedia.org/wiki/Haplogroup_R1a_(Y-DNA)
 http://www.eupedia.com/europe/origins_haplogroups_europe.shtml

1/10/2012

# Wolin 2011

Odbywający się w Polsce ,Woliński "Festiwal Słowian i Wikingów" to impreza przyciągająca ludzi z niemal wszystkich kontynentów ,a słynąca na cały świat. Z czego tak słynie Wolin? Z brutalności. Zapomnijcie o inscenizacjach zakutych w pełne zbroje płytowe panów w średnim wieku ,dla których bezpieczeństwo jest najważniejsze (w anglii nie wolno nawet atakować głowy!). Zapomnijcie o ciosach zadawanych w zwolnionym tempie. Jeżeli chcecie zobaczyć jak naprawdę wtedy walczono to pakujcie się i jedźcie na Wolin. Ostrzegam ,że sława festiwalu jest w pełni zasłużona. Do Wolina śmiało można jednak zabrać dzieciaki ,ze względu na edukacyjną działalność samej osady ,a kto wie ,może i załapiecie się na rejs drakkarem?

11/22/2011

# Film na temat "Centrum Słowian i Wikingów" na wyspie Wolin.

# Wznawiam aktywność na blogu.

Przez dosyć długi czas ,zaniedbywałem "Naród Sławnych" z powodu zaangażowania w prowadzenie równolegle drugiego bloga ,szkołę ,pracę i codzienne życie. Mam nadzieję ,że uda mi się poświęcić temu miejscu więcej uwagi w najbliższym czasie. Cóż więc dodawać...
                                            ...zapraszam ponownie!

8/31/2011

Krucjata anty-Sławiańska ,a Książę Niklot.

Książę Niklot, który zasiadł na tronie obodrzyckim w 1131 roku, był znakomitym władcą. Swoje panowanie starał się podporządkować
 odrodzeniu gospodarczemu i poprawnych relacjach z sąsiadami. Szybko zdobył opinię mądrego i sprawiedliwego i nawet Sasi udawali
się przed jego sąd, by rozstrzygać swe zwyczajowe spory. Są to wydarzenia bez precedensu, ponieważ duch „Drang nach Osten” był cały
czas żywy, zwłaszcza wśród biskupów marchii nadgranicznych. A w końcu Niklot był poganinem!

Jednak szybko przyszło mu się zmierzyć z chyba najpotężniejszą krucjatą, jaka kiedykolwiek została zorganizowana. Głównymi jej
 przywódcami byli margrabia Albrecht Niedźwiedź prowadzący 60-tysięczną armię, książę Saksonii Henryk Lew na czele 40 tysięcy,
Duńczycy pod wodzą pretendentów do tronu Kanuta i Swena, którzy zaprzestali swych sporów i zdołali zebrać flotę w sile 1000 (tysiąca!)
 okrętów, oraz polscy książęta, Bolesław Kędzierzawy i Mieszko Stary, ten ostatni na czele (podobno) 20 tysięcy dobrze okrytych wojsk
 (okrytych za pieniądze Konrada III). Jednak jak się okaże, rola polskich władców będzie mocno dwuznaczna) Oprócz tych wymienionych,
 najwybitniejszymi przywódcami było cale grono arcybiskupów, biskupów oraz opatów, którzy zawsze mieli najwięcej do powiedzenia. Nawet
dowództwo floty duńskiej objął biskup Boeskilde, Ascerus.

To dzięki Konradowi III do tej krucjaty w ogóle doszło. Król sam zobowiązał się udać na wyprawę do Ziemi Świętej i nie zamierzał
 opuszczać swego kraju, nie dając pozostałym tu czegoś do roboty. Pomysł krucjaty spotkał się z dużym poparciem biskupów, choć pomniejsi
 sascy możnowładcy byli wobec niej niechętni. Jednak Konrad III zdołał uzyskać (u papieża) dla krucjaty połabskiej statut równy wyprawie
 krzyżowej do Ziemi Świętej, łącznie z odpustami dla jej uczestników.

Papież Eugeniusz III poszedł nawet dalej – udzielił odpustów pod warunkiem, aby „żaden z nich pod karą ekskomuniki nie przyjął od pogan
pieniędzy czy okupu, co mogloby ostudzić zapał religijny, a niewiernych w ich błędach umocnić”. Jak widać, papież nastawiał krzyżowców na
 eksterminację.

To wszystko spowodowało, że nastąpił wybuch fanatyzmu religijnego i do armii krucjatowej przyłączyła się masa zbrojnych – w końcu nie
trzeba było odbywać dalekiej i ciężkiej podróży, a wielu rycerzy (pojawili się nawet z Italii!) było ciekawych tych „Saracenów z północy”,
 jak nazwano Słowian połabskich. Tawerny w Rzeszy, Danii i innych regionach opustoszały z szumowin. Rozentuzjazmowana ludność wielu miast
kupowała wojsku dodatkowe wyposażenie, jak kusze, które były dozwolone w przypadku walki z poganami.

Jeśli spojrzycie na mapkę Połabia, na jej skromny obszarowo region, oraz uwzględnicie stan zapaści gospodarczej i dużego wyludnienia
(wskutek nieustannych wojen i chrześcijańskich rządów Henryka Gotszalkowica), w jakiej te tereny wówczas się znajdowały, to można by
sądzić, że krucjata odniesie błyskawiczny i bezproblemowy sukces. Nic bardziej mylnego.

Niklot doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia, a jego przyjacielskie relacje z wieloma władcami (m.in. z Adolfem grafem Holsztyńskim)
 oraz duża liczba szpiegów (Połabianie tradycyjnie byli dwujęzyczni i bez problemów wnikali w szeregi armii krzyżowej) powodowały, że
 zawsze był krok przed nimi. W 1146 roku Niklot został na ogólnosłowiańskim wiecu w Zwierzynie uznany władcą Obodrzyców, Wieletów,
Czerezpian, Chyżan, Doleńców, nawet plemion z Łużyc, które nominalnie znajdowały się pod władaniem Niemców.

Ponieważ armie krzyżowe zbierały się powoli, Niklot przeprowadził uderzenie wyprzedzające na Wagrię. 26 czerwca 1147 roku flota Obodrzyców
 wpłynęła o brzasku do ujścia Trawny, kierując się na Lubekę. Paląc znajdujące się w porcie okręty dokonała desantu na miasto, po czym
 zdobyła twierdzę Segeberg. Rozpuszczone oddziały jazdy przeprowadzały głębokie rajdy, zmuszając jeszcze nie zorganizowane armie krzyżowe
 do reakcji. Operacja wagryjska miała kapitalne znaczenie moralne, pokazując siłę obodrzyckich wojsk.

Plan krucjaty był prosty. Głównymi celami ataków miały być obodrzycki Dubin i lucicki (Wieleci) Dymin. Później flota Duńczyków miała
przewieźć krzyżowców na Rugię i tam dokończyć dzieła zniszczenia. Jednak gdy Sasi i Duńczycy nieopatrznie rozbili swe obozy w miejscu
rodzielonym groblą i jeziorem, Niklot gwałtownym atakiem uderzył na wojska duńskie, zadając im duże straty. I zrobił to praktycznie na
 oczach bezsilnych Sasów.

Tymczasem duńska flota, zakotwiczona u ujścia Warnawy, została nagle napadnięta przez Rugiów, których mniejsze i znacznie zwrotniejsze
 okręty okazały się bardzo skuteczne, rozbijając duński szyk. Poza tym Rugiowie, nie bacząc na swe znacznie mniejsze siły, zastosowali
blokadę wciąż ogromnej floty duńskiej od strony morza, jakby przygotowując się na przybycie posiłków i generalny atak (nawet przysłano
kilka okrętów, bliźniaczo podobnych do jednostek Pomorców). Duńczycy nie wytrzymali nerwowo – hurmem wsiedli na swe okręty i w panice
 zaatakowali „blokadę”. Rugiowie łaskawie ich przepuścili i w ten sposób Dania zakończyła swój udział w krucjacie połabskiej.

Pod Dyminem Albrecht Niedźwiedź kilka razy znalazł się w rozpaczliwej sytuacji – Wieleci podczas zaskakujących nocnych ataków o mało
nie opanowali jego obozu, gdyż wojska Albrechta zostały poważnie uszczuplone odejściem kilku kontyngentów biskupich, którzy szukali
łatwiejszego łupu (o tym w innej notce).

„Czyż ziemia, która pustoszymy – powtarzano w obozach krzyżowców – nie jest nasza? Dlaczego wiec swymi nieprzyjaciółmi jesteśmi? Takie
 głosy było słychać wśród Sasów (Helmold). Jasno z nich wynika (co podkreśla Andrzej Michałek), że wśród krzyżowców aktywnie działała
agentura słowiańska, siejąc defetyzm i doprowadzając do upadku morale.

Podczas tej krucjaty w zasadzie nie stoczono żadnej większej i rozstrzygającej bitwy (poza oczywiście oblężeniem Dubina i Dymina oraz
walkami na morzu), jednak nieustannie trwały drobne utarczki, zasadzki i szybkie rajdy w wykonaniu Połabian, na które krzyżowcy nie
potrafili znaleźć żadnej skutecznej metody. Słowianie całkiem sprawnie opanowywali szlaki komunikacyjne, uniemożliwiając dowóz żywności
 oraz kontakt pomiędzy oddziałami wroga. Efektem tego był głód i nieuchronne zarazy, które dziesiątkowały krzyżowców.

W końcu stalo się jasne, że kontynuowanie walki może skończyć się katastrofą. Pokój zawarto pod Dubinem na zasadzie „status quo ante”,
 czyli utrzymania dawnego stanu rzeczy (Niklot zobowiązał się także do wydania jeńców duńskich i do przyjęcia chrześcijaństwa), co w
zasadzie niewiele znaczyło i mogło być jedynie wstępem do kolejnych wojen. Krucjata skończyła się porażką, jednak dla Połabia to nie
 koniec nieustannej walki o przetrwanie.

P.S.

Postać księcia Niklota była przez poprawnych religijnie historiografów bezlitośnie wyszydzana i starano się umniejszyć jego osiągnięcia.
 Niklot, mimo pewnej rysy na swoim życiorysie, był władcą naprawdę dużego formatu, łagodnym w czasie pokoju i straszliwym wojownikiem
podczas wojny, dotrzymywał słowa danego wrogom i nigdy nikomu niczego nie zabrał. W porównaniu do bandy złodziei i morderców z drugiej
 strony wypada naprawdę wspaniale.



źródła:„Dzieje polityczne Obodrzyców” Adam Turasiewicz.
„Słowianie zachodni. Początki państwowości” Andrzej Michałek.

autor:Ryuuk

8/26/2011

Patriotyzm Pogański ,a chrześcijański.

Czym tak naprawdę różni się politeizm od monoteizmu? Chrześcijaństwo od nordyckich, greckich czy słowiańskich wierzeń? Pomijając liczbę
 bogów, jest pewna różnica, która była dość specyficzna, a która dawało się zauważyć w każdym pogańskim kraju, w którym zaprowadzono
chrześcijaństwo.

W chrześcijaństwie zanikał patriotyzm. Już w starożytnym Rzymie mieszkańcy przestawali być dumni z tego, że są Rzymianami. Gdy Goci w
410 i Wandalowie w 455 roku maszerowali ulicami Rzymu, gdy go plądrowali, nikt nie stanął im na drodze. Nie jest zatem niczym zaskakującym,
 że obroną chrześcijańskiego Rzymu zajmowali się … pogańscy barbarzyńcy. To samo będzie w Bizancjum, które niejako było „spadkobiercą”
dawnego Rzymu. Tam również będą się opierać na najemnej armii obcokrajowców, bo chrześcijańscy Grecy nie będą nawet chcieli słyszeć o
walce w obronie kraju.

Już ksiądz Salwianus z Marsylii (400-480) wystąpił z tezą, że cnoty społeczne, które podupadły wśród cywilizowanych (chrześcijańskich)
Rzymian, odnaleźć można w czystszej postaci tylko u pogańskich najeźdźców!

Zawsze gdy jakiś kraj stawał się chrześcijański, to po jakimś czasie ludzie tracili ochotę do jego obrony. Czasem było to błyskawiczne,
czasem trwało to dłużej (jeśli chrystianizacja była powolna), jednak ten scenariusz zawsze się powtarzał. O ile pogańskie Połabie stawało
 całe w obronie swojej wolności, to w krajach chrześcijańskich, na skutek sztuczek prawnych, na wojny wyruszało standardowo 30% feudałów
do tego zobligowanych, a prosta ludność unikała służby jak tylko mogła (stąd owe prawa azylu, zamiana przestępcom kar na służbę w
oddziałach biskupich, o popularności najemników nie mówiąc). Co prawda podczas krucjaty połabskiej zgłosiło się około 70 % feudałów
(więcej niż na krucjaty do Ziemi Świętej!), ale był to głównie efekt wybujałej nienawiści do Słowian i religijnego fanatyzmu. Dlatego
właśnie wielu feudalnym wojnom usilnie starano się przypiąć sztandar „krucjaty” – można było wówczas liczyć na znaczne powiększenie
szeregów.

Poganie byli zazwyczaj dość kiepskimi wyznawcami, w odróżnieniu od chrześcijan, dla których wiara stanowiła, a raczej powinna stanowić
sens życia, jego największą wartość. To zresztą nic dziwnego, ci pierwsi mieli do wyboru wielu bogów, bogiń i gdy któryś im nie pasował,
 to zawsze mogli go sobie „podmienić” – Thora na Baldura, Izydę na Atenę, Peruna na Swarożyca lub Żmija. Do tego pogańscy bogowie nie byli
 (przynajmniej w większości) wszechmocni. Natomiast w chrześcijańskim monoteizmie Bóg jest jedyny i doskonale dobry (nawet gdy wyczynia
odrażające rzeczy), nie ma więc od niego ucieczki.

Podczas gdy poganie kultywowali wierność rodzinie (rodowi, klanowi), dalej plemieniu, czy związkowi plemion (później zaś doszło państwo,
 księstwo czy orda), w chrześcijaństwie dążono do tego, by wierność bogu zawsze znajdowała się na pierwszym miejscu, by zastępowała nawet
 więzy krwi. To nie przypadek, że za założyciela wszystkich trzech wielkich religii monoteistycznych uważa się Abrahama, czyli kogoś, kto
był zdecydowany zarżnąć własnego syna na znak poddaństwa bogu.

Oczywiście różnego typu „pogańskie teokracje”, o gorliwych wyznawcach (religijnych fanatykach z prawdziwego zdarzenia), gdzie np.
składano w ofierze ludzi, także się zdarzały, czego doskonałym przykładem są Aztekowie. Jednak, co nadzwyczaj ciekawe, związane było
to zawsze z „błyskotliwym” odkryciem, że bogom zawdzięczają dosłownie WSZYSTKO i nieodłącznym uznaniem się za „naród wybrany”) Tych
wybranych narodów jest/była cała masa, a wybierali Jahwe, Allah, Quetzalcoatl, Odyn, itd.

Doskonałym przykładem owego przejścia z patriotyzmu pogańskiego na chrześcijański jest Polska. Najpierw rozpatrzmy wojny, jakie prowadził
w latach 1004 do 1018 Henryk II z Bolesławem Chrobrym. Cesarz, którego głównym celem stało się rzucenie Polski na kolana, na swoje wyprawy
 ściągał ogromne kontyngenty wojsk (nawet z Italii), wymuszał udział w nich na Czechach, a nawet najmował Wieletów (co go sporo kosztowało).


Mimo ogromu jego sił, które mogły liczyć mocno ponad 30 tys. wojska, oraz doskonałego uzbrojenia, Henryk II był przegrany, jak
tylko podjął decyzję o wojnie. To się może wydawać dziwne, ale Polska pod rządami Mieszka I i początkowo Bolesława Chrobrego nie była
 krajem feudalnego chrześcijaństwa. Znajdowała się jeszcze w okresie przejściowym. Było to państwo o niewielkiej i scentralizowanej
administracji, wojsku (drużnikach) całkowicie na książęcym żołdzie, czyli było pozbawione owej zmory chrześcijaństwa – feudałów
przedkładających własne interesy nad dobro kraju i duchowieństwa wyciskającego z poddanych siódme poty. Oczywiście ludność zaczynała
już pomału odczuwać koszty chrystianizacji, ale w obliczu groźnego wroga znikały nawet takie animozje.

Książę mógł błyskawicznie ruszyć do walki na czele swojej drużyny, a nawet przeprowadzić uderzenie wyprzedzające na terenie nieprzyjaciela.
 Powszechne ruszenie na wieść o ataku Niemca było zawsze ogromne. Wszyscy zakładali cięciwy na łuczyska i imali się toporów. Drużyna
książęca była zdolna poruszać się nie obciążona taborem, ponieważ był zaopatrywana w żywność nie tylko na naszych terenach, ale nawet na
 połabskich, czy należących do marchii (!), od zamieszkałej tam słowiańskiej ludności. I co najbardziej zabawne, operując na saskich
ziemiach książę Bolesław nie musiał się obawiać ich pospolitego ruszenia …

Armia cesarska mogła operować w przedziale 2-3 miesięcy, później zaczynał się koszmar. Powodem tego był brak żywności. To paradoks, ale
w kraju o tak urodzajnej ziemi jak Polska, gdzie lasy są pełne zwierzyny a rzeki ryb, najeźdźcy po jakimś czasie zaczynali głodować.
Ludność ukrywała żywność a zasiewy często niszczyła. Próba polowania, zazwyczaj mało skuteczna przy takiej ilości gęb do wyżywienia,
mogła do tego szybko zmienić myśliwego w zwierzynę. Jedynym wyjściem było wleczenie ze sobą ogromnego taboru z zapasami, który oczywiście
 był nieustannie nękany.

To właśnie watahy prostych wojowników, lekko uzbrojonych i potrafiących walczyć z zasadzki, były najgorszą zmorą cesarskiej armii, oraz
 przyczyną ogromnych strat w ludziach. To dlatego właśnie cesarz zawsze starał się nająć Wieletów, obeznanych z tym rodzajem walki.

Dochodził do tego świetny wywiad, jakim Polacy dysponowali, i tu ponownie kłania się zaangażowanie zwykłych ludzi, którzy udzielali
wszelkich informacji. Natomiast cesarz ruszał praktycznie na ślepo. Jeśli zdobył jakiś przewodników, to zawsze istniało niebezpieczeństwo,
 że ci wprowadzą jego wojska w zasadzkę (co się zresztą zdarzało).

Jeszcze jeden, ale niezwykle ważny element – Chrobry mógł bez żadnych przeszkód, czasem nad wyraz bezczelnie, po prostu przekupywać
germańskich feudałów (co doskonale było widoczne podczas obrony Niemczy, gdy książę przysyłał pod niemieckim nosem wojów i zaopatrzenie
do grodu). Natomiast cesarz nie miał komu wręczyć łapówki! Pospolite ruszenie, nienawidzące agresorów do szpiku kości, do tego zawsze
funkcjonujące w samowystarczalnej gospodarce, było poza zasięgiem. Drużnicy, jakkolwiek składali się w 1/3 z normańskich najemników, w
części też zapewne z nomadów, byli całkowicie na książęcym żołdzie, w odróżnieniu od germańskich feudałów, dla których troska o własne
dochody była zawsze nadrzędna, a w zasadzie wymuszona feudalizmem. Duchowieństwo na naszym terenie, mimo iż w przyszłości będzie brać z
obcych szkatuł pełnymi garściami, obecnie było jeszcze zbyt słabe i za mało znaczące, zajęte jedynie umacnianiem swej władzy oraz
wprowadzaniem dziesięciny.

Owe najazdy Henryka II skończyły się dla niego niemalże katastrofą, ogromnymi stratami w ludziach i spadkiem jego prestiżu na arenie
międzynarodowej. Tak wielki sukces Polaków był możliwy jedynie dzięki współdziałaniu, od kmiecia do księcia.

A teraz przenieśmy się w czasy „krucjaty” na Polskę w 1156 roku, prowadzonej przez Fryderyka Rudobrodego. Polska już trochę się zmieniła
 – chrześcijaństwo, które za Chrobrego w wielu miejscach naszego kraju było jeszcze nieznane, teraz już zaczyna święcić triumfy.
 Co prawda ludność trudno jeszcze nazwać chrześcijańską, lecz warstwa feudalna, przynajmniej teoretycznie (wymóg legitymizacji władzy),
 jest już chrześcijańska. I co się dzieje? Jak za dawnemu watahy chłopskich wojowników walczą po lasach i nękają obce wojska, jednak ich
 liczba (a zatem uciążliwość) jest znacznie mniejsza niż dawniej. Można by rzec, że większe straty od partyzantki zadała cesarskiej armii
ostra i niespodziewana zima.

Polska znajduje się wówczas w stanie rozbicia. Bolesław Kędzierzawy próbuje doprowadzić do zjazdu wszystkich władców dzielnicowych,
ale spotyka się to zwyczajnie z bojkotem. Książęta uważają, że osłabienie princepsa wyjdzie im na dobre. Mało tego, wszyscy drobni
feudałowie składają lenne hołdy Rudobrodemu i nawet zobowiązują się do zwalczania chłopskiej partyzantki …

Wojna z Rudobrodym, jakże różna od dawnego konfliktu z Henrykiem II, była hańbą dla Polski. Co się zmieniło? Teoretycznie rzecz biorąc,
 mimo iż od wojny z Henrykiem II (wtedy już został świętym) minęło sporo czasu, to jednak ta taktyka walki była czymś naturalnym.
Polskę stać było na odparcie najazdu Rudobrodego, wymagało to jedynie współdziałania wszystkich. Jednak w feudalizmie chrześcijańskim
dobro kraju zostaje zastąpione dobrem boga. Niewielu chłopów chce ryzykować życie wiedząc, że i tak przyjdzie im płacić złodziejskie
dziesięciny. A książęta i feudałowie dbali zaś tylko o siebie.

źródła: Andrzej Michałek „Słowianie zachodni. Monarchie wczesnofeudalne” – autor dość ciekawie opisuje wydarzenia (doskonałe z wojskowego punktu
 widzenia).

8/25/2011

Helmohold o Sławianach.

"Południowe zaś  wybrzeże  zamieszkują  ludy Słowian; pierwszymi z nich są Rusowie; dalej idą Polanie mający (...) ,od południa Czechów oraz tych, którzy nazywają  się  Morawami albo   Karyntami  i Sorabami.        Gdyby  jeszcze dorzucić  do Słowiańszczyzny Węgry ,  jak tego (niektórzy      żądają,      ponieważ  ani obyczajami, ani językiem od Słowian się  nie różnią /dzisiaj wiemy już ,że są oni najbliższym genetycznie Polakom narodem -Przyp.S.M./), obszar języka słowiańskiego do tego stopnia wzrośnie, że zaledwie daje się oszacować. (...) Naród   węgierski   odznaczał  się  kiedyś  wyjątkową  siłą  i dzielnością  w boju, tak że nawet siał postrach w cesarstwie rzymskim. Albowiem  po upadku Hunów  i Duńczyków          dał się we znaki trzeci najazd Węgrów, którzy pustoszą  i niszczą  wszystkie sąsiednie kraje. Zgromadziwszy  zaś  olbrzymie wojska zbrojną  ręką zawładnęli  Bawarią i Szwabią.Oprócz tego spustoszyli obszary   przyległe  do  Renu,  wreszcie ogniem   i   mieczem zniszczyli Saksonię  aż  do Morza Brytyjskiego. Ile wysiłku musieli użyć cesarzowie ,ile strat poniosły chrześcijańskie wojska,  by   ich   okiełznać  i podporządkować  prawom boskim, to wiadomo jest wszystkim [i] o tym głoszą znane powszechnie historie. (...)
Polska   stanowi   wielką  krainę  Słowian;   graniczy ona, jak mówią, z państwem ruskim. (...) Niegdyś miała Polska króla, obecnie rządzą w niej  książęta. (...) Rodzaj broni i  sposób wojowania jest taki sam u Polaków  i Czechów. Wezwani na wyprawę wojenną Polacy są mężni w bitwie, ale niezwykle okrutni w grabieżach i mordach. Nie oszczędzają  ani klasztorów, ani kościołów, ani cmentarzy. Toteż  nie   inaczej   dają  się  wplątać  w   wojny prowadzone przez innych, jak pod warunkiem, że dozwoli się im na rabunek mienia pozostającego pod opieką miejsc świętych. Stąd to także się  zdarza, że z powodu żądzy łupu odnoszą się do zaprzyjaźnionych z sobą jak do wrogów; z tego to względu w wyjątkowych   tylko   razach   przywołuje   się  ich   na pomoc w wojennej potrzebie."


*********Wpis będzie uzupełniany********